Swoją przygodę z Azją zaczynamy w Bangkoku, w mieście imprezy, rozpusty i ulicznego jedzenia. Z lotniska do Khaosan Road docieramy miejskim autobusem, który przypomina nam komunikację m.in. w Gruzji, gdy wchodząc do autobusu jako pierwsi, musieliśmy czekać aż do jego całkowitego wypełnienia abyśmy mogli ruszyć.
Nasz pierwszy nocleg mieści się dwie ulice dalej od najsłynniejszej części Bangkoku – Khaosan Road. Powszechne jest tutaj (tak jak i w naszym hostelu) ściąganie obuwia przed wejściem do obiektu. Osoby wyczulone na przenoszenie zarazków niech lepiej mają zawsze przy sobie skarpetki 🙂 Prosty pokój z niewielkim oknem i wiatrakiem, bez którego byłoby niemożliwe wytrzymać noc.
W Bangkoku nie zabawiliśmy długo, gdyż mamy w planach jeszcze do niego wracać. Póki co spędziliśmy wieczór na Khaosan Road. Życie tętni na ulicy, która wieczorem zamykana jest dla ruchu samochodów. Sprzedawcy jedzenia, ubrań i pamiątek rozstawieni są na całej jej długości. Możemy tutaj spróbować np. skorpionów, masażu stóp w otoczeniu wszystkich przechodniów, lodów kokosowych.
Kolejnego dnia udajemy się do Pałacu Królewskiego i Świątyni Szmaragdowego Buddy. Niestety poranek straciliśmy na poszukiwaniu karty SIM (turystyczne oferty nas nie zainteresowały) więc poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Spowodowało to, że do Pałacu dotarliśmy w godzinach popołudniowych. Tu niestety potwierdzamy opinie z którymi zapoznaliśmy się na pozostałych blogach – o tych godzinach należy się liczyć z ogromem turystów napływających do kompleksu. Samo miejsce najprościej mówiąc bardzo się świeci – tj. bije złotym blaskiem z racji zastosowanych ozdób (co jest przeciwnością warunków w jakich żyją Tajowie). W Świątyni znajduje się figurka szmaragdowego Buddy, który w rzeczywistości wykonany jest z zielonego jadeitu w złotych szatach.
W cenę biletu wliczony jest taneczny spektakl maskowy „Khon”. Spod Grand Palace zostajemy przetransportowani do Teatru Królewskiego. Podobno jest to pierwszy klimatyzowany teatr w Tajlandii, co można było odczuć. Po półgodzinnym spektaklu z przyjemnością wyszliśmy ogrzać się na zewnątrz. Sam spektakl przedstawia historię człowieka, który zerwał owoc z zakazanego drzewa za co bogowie ukarali go klątwą, którą próbował w różny sposób ściągnąć z siebie. Warto się na to wybrać.
Po spektaklu rozpoczęliśmy pieszą wędrówkę do hostelu (czyt. wziąć kolejny prysznic). Finalnie udaje nam się zakupić kartę sim u operatora interesującą nas ofertą (oferta spod biurka, nie typowo turystyczna).
Bangkok jest głośny i zatłoczony w związku z tym z przyjemnością go opuszczamy.
Informacje praktyczne
- Wypłaty z bankomatów obarczone są prowizją w wysokości 220 THB. Wartość prowizji jest stała, niezależnie od wypłacanej kwoty.
- Nocleg w My Guest House – cena 720 THB/2 osoby 2 noce
- Autobus z lotniska do Khaosan Road – linia S1, koszt 60 THB/os.
- Wstęp do kompleksu Pałacu Królewskiego – 500 THB
- Obok Royal Theatre znajduje się centrum handlowe w którym mieszczą się sklepy operatorów sieci komórkowych – AIC i DTAC. Jedynie tam udało nam się zakupić kartę SIM z ofertą jaka nas interesowała tj. 250 GB internetu do 4Mbit/s ważne przez 30 dni (oferta Pay as you go z DTAC).
- Ceny w supermarketach co najmniej takie jak w Polsce lub wyższe, piwo drogie (min. 51 THB), co smuci Krzyśka 🙁
„Lody kokosowe – smaczne, aczkolwiek w Gliwicach próbowaliśmy lepszych” – i na co było lecieć tyle kilometrów!!! :-))
Bajeczne plenery, aż Wam zazdroszczę 😀
P.S. Fajny pomysł z tym blogiem 😉