Uciekamy z Bangkoku i kierujemy się do Kanchanaburi. Przejazd pociągiem zajmuje nam 3 godziny.
W trakcie podróży rezerwujemy nocleg na bookingu (czyt. najtańszą ofertę), która okazuje się bardzo dobrym wyborem. Jest to domek na rzece Kwai zlokalizowany w samym centrum, blisko nocnego marketu. Standardowo po zameldowaniu bierzemy obowiązkowo prysznic, następnie udajemy się zjeść obiad. Wybieramy polecaną na Trip Advisorze wegetariańską knajpkę (szok – Krzysiek zgodził się na coś bez mięsa). Jeśli nie przepadacie za ostrymi daniami nie bierzcie nawet tych „a little bit spicy”. Zupa na mleczku kokosowym dała popalić. Tutaj drugi szok – Marta nie zjadła swojej porcji, ratował ją jedynie sok z mango i butelka wody. Krzysiek wpałaszował smażone w panierce warzywa z pysznym sosem z masła orzechowego.
Następnie wypożyczamy rowery i udajemy się na przejażdżkę po okolicy. Przystanek pierwszy – most na rzece Kwai. Zbudowany przez alianckich jeńców wojennych oraz robotników azjatyckich pod nakazem Japończyków. Podczas budowy całej trasy kolejowej, tropikalny klimat, choroby i głód powodowały, iż pracujący ginęli każdego dnia. Bazując na historii budowy tego mostu powstała książka a następnie ekranizacja tej opowieści pt. Most na rzece Kwai. Nas osobiście – jak zwykle w takich miejscach z tragiczną historią – zadziwiły tłumy turytów robiących sobie selfie, skaczących po moście w radosnych pozach, traktując to tylko jako kolejną atrakcję turystyczną bez uwzględnienia tła historycznego.
Przystanek drugi – Giant Rain Tree (choć zostało niewiele czasu do zmierzchu). Trasa w dwie strony zajęła nam ponad 2 godziny. Poruszanie się rowerem w Tajlandii wymaga dodatkowych przysposobień, nie tylko z racji ruchu lewostronnego. Po drodze mijamy wiejskie tereny wraz ze stadninami koni oraz hordy psów (Krzysiek panikował). Giant Tree jak nazwa wskazuje jest gigantyczny. Najbardziej zastanawia nas w jaki sposób drzewo było w stanie utrzymać gałęzie o takich rozpiętościach bez podparcia. Spoceni, głodni, zmęczeni i już prawie po ciemku wracamy do hostelu na kolejny prysznic.
Wieczorem standardowo udajemy się na nocny targ spróbować nowych przysmaków. Naszym faworytem dnia jest napój kokosowy z dużą ilością lodu.
Krzysiek decyduje się na mocniejszy trunek. Z myślą zakupu whisky wybuera się na Hong Tong. Uznawana w Tajlandii za whisky, tak naprawdę jest mieszanką spirytusów (nie polecamy).
Wieczór spędzamy w naszym domku nad rzeką popijając tajskie „whisky”. Towarzyszą nam mniejsze i WIĘKSZE jaszczurki, żaby i koty.
Informacje praktyczne
- Przejazd pociągiem w 3 klasie (jedyna dostępna) z dworca Thonburi – 100 THB/os.
- Nocleg w T&T Hostel Kanchanaburi – 642 THB/pokój, 2 noce, spory pokój, 2 wentylatory, 2 butelki wody gratis
- Wegetariańskie jedzenie – On Thai’s Island – 2 dania + sok z mango = 210 THB
- Wypożyczenie roweru na 24h – 50 THB/rower
- Napój kokosowy – 25 THB, grillowane mięsko na patyku – 10THB