Menu
Wspólnie poznane
  • O nas
  • Poznane
    • Azja
      • Tajlandia
      • Birma
      • Laos
      • Wietnam
      • Kambodża
Wspólnie poznane

W stronę najwyższego szczytu Tajlandii

Napisano dnia 30 grudnia, 201931 stycznia, 2020
Przechwytywanie

 

Drugi dzień w Chiang Mai zaplanowany mieliśmy na zdobycie najwyższego szczytu Tajlandii.  Zdobycie być może to za dużo powiedziane, gdyż na szczyt prowadzi asfaltowa droga, którą pokonaliśmy wynajętym skuterem. Szczyt Doi Inthanon jest wyższy niż Rysy i znajduje się na wysokości 2565 m.n.p.m. Tym razem przygotowaliśmy się na jazdę skuterem o poranku i założyliśmy na siebie cieplejsze ubrania. Trasa zajęła nam około 2h i wiodła głównie przez autostradę.  Pojęcie autostrady ma tutaj trochę inne znaczenie, gdyż wzdłuż drogi jest mnóstwo knajpek, zjazdów i prywatnych posesji. W związku z tym po drodze mogliśmy się zatrzymać na kawę i śniadanie (nasz klasyczny chleb tostowy + grillowany boczek). Na chwilę zboczyliśmy z trasy aby móc przejechać przez wiejskie tereny oraz abym mogła po raz pierwszy sprawdzić swoje umiejętności jako kierowca jednośladu. Obyło się bez ofiar, za to radość była jak u dziecka. Trasa do momentu gdy wyjechaliśmy do parku narodowego była raczej nużąca. Nawet na skuterze jako pasażer potrafiłam przysypiać. Wszystko zmieniło się w momencie przekroczenia bramy parku narodowego.  Kręta droga, strome podjazdy oraz spadające temperatura dawały nam w kość. Rekompensowały nam to natomiast coraz lepsze widoki oraz piękna natura parku.

Po drodze zatrzymaliśmy się przy pięknym wodospadzie – Wachirathan Falls. Szum wody, mgiełka oraz tęcza spowodowały u nas zachwyt, pomimo zakazu kąpieli i tłumu turystów. Krzysiek bawił się w akrobatę próbując wejść na przewrócony i wilgotny pień drzewa, który zawisł nad wodami wodospadu. W jedną stronę poszło mu dobrze, przeliczył się jednak przy powrocie. W połowie nogi zrobiły mu się miękkie, jednak przyznał się do tego dopiero, gdy udało mu się zejść. W drodze na szczyt zatrzymaliśmy się przy jeszcze jednym wodospadzie ukrytym bardziej w lesie, z dala od turystów.  Rozkoszowaliśmy się zatem nim w samotności. Po powrocie na drogę na szczyt pojawił się pierwszy problem naszego wypadu. Padło fundamentalne pytanie – czy starczy nam paliwa na powrót? Uznaliśmy, że skoro teraz jedziemy cały czas pod górę to i jakoś się stoczymy w dół.

Pieliśmy się powoli w górę, aż nagle znaleźliśmy się prawie na szczycie. Do niego prowadziła jeszcze drewniana ścieżka przez las. Na szczycie temperatura wynosiła 16 stopni, a tabliczki informowały, że jest to jedyne miejsce w Tajlandii gdzie temperatura spada do 0. Z samego szczytu nie rozpościera się żaden widok, porośnięty jest jedynie bujną roślinnością. Po rozgrzaniu się w promieniach padającego słońca, zaczęliśmy się kierować w stronę promowanej atrakcji turystycznej, czyli pół godzinnej ścieżki trekkingowej. Byliśmy przygotowani na to, że pomimo zapłaconego wcześniej, nie taniego wstępu do parku narodowego, będziemy zmuszeni dołączyć do jakiejś grupy turystów, aby podzielić koszty lokalnego przewodnika, którego wynajęcie na ten fragment trasy jest obligatoryjne. Nie byliśmy przygotowani jednak na to, że pani w kasie nie pozwoli nam dołączyć do żadnej grupy i zamiast zapłacić 200THB na 10-cio osobową grupę, to musimy zapłacić tę samą kwotę za naszą dwójkę.  W tym momencie poczuliśmy się trochę wykorzystywani jako turyści i po nieudanych poszukiwaniach grupy, zrezygnowaliśmy. Od spotykanych Polaków dowiedzieliśmy się, że trasa jednak nie zachwycała, gdyż tego dnia była bardzo słaba widoczność. Rozpoczęliśmy więc powrót do hostelu. Po drodze chcieliśmy zobaczyć jeszcze jeden wodospad, jednak droga prowadząca do niego okazała się być w pewnym odcinku drogą gruntową, w dodatku pod bardzo dużym nachyleniem. Z uwagi na to oraz na powracające pytanie o stan paliwa w baku, zawróciliśmy.

Zahaczyliśmy jeszcze o jeden wodospad w pobliżu ogrodów królewskich. Droga powrotna po ciemku była jeszcze bardziej nużąca niż ta sama o poranku. Po przyjeździe do hostelu oddaliśmy skuter, który nie wiadomo z jakiego powodu pokazywał rezerwę paliwa pomimo, że chwilę wcześniej zatankowaliśmy 0,8 l (:D) Rozpoczęliśmy pakowanie na 3-dniowy trekking, który miał się rozpocząć dnia kolejnego, tj. 24.12 – w Wigilię.

Informacje praktyczne

  • Wstęp do parku Doi Inthanon – 300 THB
  • Miejscowy przewodnik – 200 THB/grupa 10 os.
  • Kawa przy autostradzie – 35 THB (kawa lokalna, na pewno nie arabica)
  • Ogrody królewskie – 20 THB
Pomimo opłaty głównej za wstęp do parku narodowego wiele pozostałych atrakcji jest dodatkowo płatnych.
 
kurs 1 THB = 0,13 zł
DSCF0282
Jedna z napotkanych świątyń po drodze na szczyt
DSCF0285_Easy-Resize.com
Obraz "Jezusa Miłosiernego" dotarł także tutaj
DSCF0293_Easy-Resize.com
DSCF0294_Easy-Resize.com
W drodze na szczyt skuterem Honda Click 125 cc
DSCF0302_Easy-Resize.com
Wachirathan Falls
DSCF0311_Easy-Resize.com
DSCF0324
Akrobata jeszcze na pewniaka
DSCF0330
DSCF0335
Wodospad nr 2
DSCF0346
Szczyt "zdobyty"
DSCF0350
Zieleń na 2565 m n.p.m.
DSCF0352
DSCF0361
DSCF0381
Wodospad w ogrodach królewskich
DSCF0386
DSCF0391
Akcent świąteczny - gwiazda betlejemska w swoim naturalnym środowisku
DSCF0396
Podczas trasy - okoliczne sklepiki

1 myśl na “W stronę najwyższego szczytu Tajlandii”

  1. JanekM pisze:
    6 stycznia, 2020 o 2:34 pm

    Szczyt faktycznie się nie wyróżnia przez tamtejszą zieleń… Znowu kolory, piękne wodospady i bajeczne widoki, a te sklepiki przy drodze – „dosłownie” – to ewenement 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze wpisy

  • To już jest koniec
  • Stolica Khmerów i pożegnanie przyjaciela
  • Rajska wyspa?
  • Nowy kraj, nowa straszna historia – Kambodża
  • Sajgon i ostatnie dni w Wietnamie
©2026 Wspólnie poznane | Powered by SuperbThemes & WordPress