Menu
Wspólnie poznane
  • O nas
  • Poznane
    • Azja
      • Tajlandia
      • Birma
      • Laos
      • Wietnam
      • Kambodża
Wspólnie poznane

Na początek roku Birma

Napisano dnia 24 stycznia, 202031 stycznia, 2020

Ogółem o Myanmar

Nazwa Burma używana była w czasach kolonialnych w których to Brytyjczycy narzucili taką nazwę, natomiast naród birmański używał nazwy Myanma. Po roku 1989 junta wojskowa przyjęła angielski zapis nazwy Myanmar, który nie jest uznawany przez większość krajów. W Polsce popularna pozostaje nazwa Birma zamiennie z Myanmar. Ze względu na fakt, iż większość kraju leży na miejscu styku dwóch płyt kontynentalnych, tereny są bogate w złoża minerałów, co jednak nie przekłada się na zamożność obywateli. Sankcje nałożone przez kraje zachodnie podczas rządów totalitarnych oraz socjalizm zrujnowały gospodarkę kraju oraz doprowadziły do hiperinflacji birmańskiej waluty – kiatów.

Jako naród Birmańczycy są niezwykle pogodni i pomocni. Do problemów podchodzą z uśmiechem i żyją zgodnie z tradycjami, a jest ich wiele. Po przekroczeniu granicy z zaskoczeniem obserwowaliśmy zwyczaj plucia głównie po chodnikach dziwną czerwoną substancją. Jak się później dowiedzieliśmy jest to ich rodzaj “narkotyku” w postaci: mleka wapiennego, orzechów areki, tytoniu (w formie tabaki) zawijanego w liść pieprzu betelowego. Są różne odmiany – od takich w których nie ma w ogóle tabaki (dla pań), pośrednie stanowiące odpowiednik papierosów aż po bardzo mocne o silnym działaniu narkotycznym, pobudzającym, często stosowanych przez kierowców autobusów na długich trasach. Owe zawiniątka żuje się przez pewien czas a następnie wypluwa – wszędzie. Oczywiście nie mają one walorów zdrowotnych, wręcz przeciwnie. Bardzo często niszczą żołądki, nerki, krtań oraz zęby.

Kobiety jak i zarówno mężczyźni malują swoje twarze specjalną maścią przygotowaną z gałęzi drzewa gatunku Muraya lub Limionia acidissima mieszane z wodą, nazywaną thanaka. Jest ona nakłada w zależności od fantazji osoby która ją używa, dlatego też niektórzy malują tylko policzki, inni zaś całą twarz a nawet ręce i dłonie. Makijaż ten stosowany jest w celu ochrony skóry przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym. Birmańczycy stosują go również w celu wybielenia swojej skóry, gdyż nie lubią jej koloru. Thanaka pomaga także w walce z wypryskami i nadmiernym wydzielaniem sebum. 

DSCF1214
DSCF1780

Kolejnym charakterystycznym elementem jest ubiór mieszkańców. Kobiety noszą hta-main a mężczyźni longhi – jest to rodzaj spódnicy w przeróżnych kolorach,  przewiązywanej w pasie. Kobiety wiążą spódnicę z boku w niewidoczny supełek, mężczyźni natomiast specjalnym węzłem na wysokości pasa.

DSCF0941_Easy-Resize.com
DSCF1779

Zachowanie którego nie potrafiliśmy znieść od samego początku przekroczenia granicy to nieustanne trąbienie. Trąbią wszyscy, wszędzie, bez względu na porę dnia i nocy. Pierwotnie myśleliśmy, że takie zachowanie wynika agresywnego stylu ale jednak byliśmy w błędzie. Tak naprawdę nikt nie używał klaksonu ze złości, a w dobrej wierze. Używanie klaksonu ma tam formę ostrzegawczą – np. przy wyprzedzaniu, przy zbliżaniu się do skrzyżowania, przy włączaniu się do ruchu itp. Mimo to, gdy nasz kierowca autobusu po 12 godzinach jazdy w środku nocy trąbił bezustannie w każdej wiosce, było to ponad nasze siły.

Wszystkie te cechy charakterystyczne oraz tradycje dały niesamowity efekt zmiany klimatu oraz kultury po wyjeździe z Tajlandii.

Sylwester 2019 

W sylwestrowy poranek przekroczyliśmy granicę tajsko-birmańską. Cała procedura przeszła bardzo sprawnie. Ugrzęźliśmy jednak przy wyborze transportu do naszego pierwszego celu – miasteczka Hpa An. Zaraz za granicą zaatakowała nad “wataha” taksówkarzy. My jednak z naszą niechęcią do tych osobników przeszliśmy odpowiadając monotonne “no, thank you”. Proponowana jednak przez nich cena, jak się później okazało, była standardowa. My jednak aby się tego dowiedzieć musieliśmy przejrzeć kilka stron internetowych oraz zapytać w punkcie policji turystycznej. Po dwóch godzinach naszego szwędania się wsiedliśmy do minivana. Samochód przeznaczony na 8 osób finalnie zmieścił ich 11. Oczywiście z towarami do przewiezienia załadowanymi na dachu oraz pełnym bagażnikiem. Początkowo droga nam się dłużyła ze względu, iż kierowca podwoził każdego pod dom i zabierał nowych pasażerów. Trudności rozpoczęły się wraz z końcem asfaltu. Czerwony piach, który pylił wszędzie, droga z tysiącami dziur, ruch dowolny (prawostronny, lewostronny). Ogólnie według prawa w Birmie obowiązuje ruch prawostronny, jednakże co ciekawe większość samochodów sprowadzonych z Tajlandii ma kierownicę po prawej stronie co powodowało dla nas zamieszanie. Trasa, którą zakładaliśmy pokonać w 4 h trwała 8. Na domiar złego w połowie trasy nad głową Krzyśka zapakowano miednicę, w której prawdopodobnie obrabiano ryby. Można sobie zatem wyobrazić “fantastyczny” zapach. Mimo wszystko wszyscy byli dla nas bardzo przyjaźni i uśmiechnięci. W miejscowości podwieźli nas prawie pod drzwi hostelu. Podczas dojścia do hostelu poczuliśmy się pewną atrakcją turystyczną dla miejscowych. 

IMG_20191231_133727_Easy-Resize.com

Zameldowanie. Prysznic. Poszukiwanie jedzenia. Nocny market. Zachód słońca przy rzece. Alkohol na sylwestrowy wieczór i pozostało nam świętowanie. Fajerwerki, głośna muzyka, odliczanie? Nic z tych rzeczy. Ciężko było poczuć, że w ogóle wchodzimy w nowy rok. W krajach azjatyckich jednak większą uwagę skupia się na Chińskim Nowym Roku. Bardzo miłym zaskoczeniem w szczególności dla Krzyśka były ceny whisky. Za najtańszą 0,7l można było zapłacić 7,5 zł. Dlatego też mogliśmy się szarpnąć na lepszy trunek. Dodatkowo do naszego zestawu sylwestrowego dołączyło narodowe piwo Myanmar (również tańsze niż w Tajlandii – hurra). Po spożyciu naszych napojów wyskokowych wyruszyliśmy w miasto. Ulice puste, ludzie oglądający telewizję w domach, knajpy puste. W takich okolicznościach dociągnęliśmy do 23.30 kupując po drodze kolejne piwka. Przed hostelem wdaliśmy się rozmowę z kilkoma mieszkańcami z pomocą google translatora. Z powodu braku zegara z sekundnikiem nie było nawet odliczania. W nowym roku szybko poszliśmy spać. Krzysiek przeprasza, że nie złożył nikomu życzeń bo usnął ekspresowo (ah to tanie whisky).

DSCF0771_Easy-Resize.com
DSCF0777_Easy-Resize.com

Kolejnego dnia mimo szczerych chęci nie byliśmy w stanie zrealizować naszych porannych planów. Postanowiliśmy więc spędzić ten dzień na spokojnie, planując oraz spacerując. 

Wiedzieliśmy, że musimy zebrać siły, gdyż kolejnego dnia czekała nas wczesna pobudka.
W planach mieliśmy wynająć skuter i wyruszyć na wschód słońca na punkt widokowy zlokalizowany na wzgórzu Zwegabin Mountain (722 m n.p.m.).

DSCF0782_Easy-Resize.com
DSCF0785_Easy-Resize.com

Wstaliśmy o 3.15, obudziliśmy przy tym Panią śpiącą na kanapie w recepcji aby wynająć skuter. Droga do podnóża góry zajęła nam około 15 min. Potem czekała nas 1,5 h wspinaczka schodami. Trasa byłaby przyjemniejsza gdyby nie odczuwalne dolegliwości żołądkowe, które potęgowane były wczesną pobudką. Na szczęście osiągnęliśmy szczyt na którym zlokalizowana jest świątynia buddyjska. Widoki podczas wschodu słońca nie były spektakularne z racji smogu (związanego z powszechnym wypalaniem traw).
Podczas schodzenia spotkały nas dwie atrakcje. Choć w jednym przypadku to raczej my nią byliśmy – pierwszą były napotkane żyjące na wzgórzu małpy, a drugą mieszkańcy proszący nas o wspólne z nimi zdjęcie (“białasy przyjechały”). Po powrocie do hostelu śniadanie i krótka drzemka. O 11 wymeldowaliśmy się, lecz pozwolono nam zostawić nasze plecaki przy recepcji. Dodatkowo wykorzystując skuter pojeździliśmy po okolicznych wioskach, gdzie prawie każde dziecko do nas machało i się szeroko uśmiechało. Pobliskie atrakcje to między innymi stupa umieszczona na formacji skalnej na jeziorze, jaskinia Bat Cave z której o godzinie 17 wylatują codziennie tysiące nietoperzy oraz warta uwagi  jaskinia Yathae Pyan Cave, która mimo, iż nie była tak duża jak ta z Tajlandii, również robiła wrażenie – ze względu, że całą przechodziło się boso, gdyż w środku zlokalizowane jest wiele posągów Buddy. Tam też Marta miała kolejną “sesję zdjęciową” z tubylcami. Po powrocie do hostelu gospodarz pozwolił nam wziąć jeszcze prysznic (to była ulga) przed nocną podróżą. O 19 wyruszyliśmy ponownie w stronę chłodniejszych północnych (górskich) terenów, do miejscowości Kalaw.

DSCF0805_Easy-Resize.com
Wschód słońca z Zwegabin Mountain
DSCF0826_Easy-Resize.com
DSCF0829_Easy-Resize.com
DSCF0841_Easy-Resize.com
DSCF0844_Easy-Resize.com
DSCF0849_Easy-Resize.com
DSCF0857_Easy-Resize.com
DSCF0867_Easy-Resize.com
DSCF0881_Easy-Resize.com
DSCF0882_Easy-Resize.com (1)
DSCF0904_Easy-Resize.com
Uczniowie wracający do domu
DSCF0886_Easy-Resize.com

Informacje praktyczne

  • eWiza do Birmy – 50 $ (to bolało)
  • Wynajęcie skutera 8000 MMK
  • Nocleg w Thanlwin Pyar Guest House 42 $ (pokój 2 os z łazienką / 3 noce)
  • Autobus Myawady (przejście graniczne) – Hpa An 10 000 MMK / os
  • Autobus Hpa An – Kalaw 23 000 MMK / os
  • Wejści do jasniki Yathae Pyan Cave – bezpłatne
  • Wejści na teren obok jasniki Bat Cave – 2000 MMK
  • Wjazd na teren góry Zwegabin Mountain – 4000 MMK / os
  • Paliwo benzyna 1000 MMK / l

kurs 1 MMK – 0,0025 PLN

kurs 1 $ – 3,85 PLN

1 myśl na “Na początek roku Birma”

  1. JanekM pisze:
    25 stycznia, 2020 o 1:18 pm

    Ale kolorowo, a krajobrazy jak z filmów przygodowych z Indianą Jonesem. Mistycznie zjawiskowo ?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze wpisy

  • To już jest koniec
  • Stolica Khmerów i pożegnanie przyjaciela
  • Rajska wyspa?
  • Nowy kraj, nowa straszna historia – Kambodża
  • Sajgon i ostatnie dni w Wietnamie
©2026 Wspólnie poznane | Powered by SuperbThemes & WordPress