W Bagan zatrzymaliśmy się dokładnie w miejscowości Nyaung-U, która znajduje się niedaleko historycznego centrum. Bagan to starożytne miasto wpisane na listę UNESCO. Od IX do XIII w. było stolicą Królestwa Paganu, pierwszego, które zjednoczyło regiony, które później będą stanowić dzisiejszą Birmę. W czasach Królestwa na jego terenie znajdowało się 4446 buddyjskich świątyń i pagód z których dziś zachowały się pozostałości 3822.
Busik, którym jechaliśmy z Inle Lake nie podwiózł nas jednak do centrum miejscowości a na jej obrzeża, skąd zmuszeni byliśmy wziąć taksówkę. Podzieliliśmy ją wraz z dwoma innymi turystami, z których jeden stał się później naszym kompanem podczas całego pobytu w Bagan. Z Misaelem – (również architektem) z Meksyku mieszkającym w USA zjedliśmy tego samego wieczora kolację i umówiliśmy się na zwiedzanie kolejnego dnia.
Z samego rana wynajęliśmy dla każdego z osobna skuter na najbliższe dwa dni po bardzo dobrej cenie, dzięki dobrym umiejętnościom negocjacji Misaela. Dla turystów dostępne są skutery elektryczne, które świetnie sprawdzają się podczas zwiedzania ruin świątyń. Poruszanie się po żwirowych/piaszczystych ścieżkach pomiędzy tysiącami dawnych świątyń i pagód jest fantastycznym przeżyciem. Przyjemność jest tym większa, ze względu iż ruiny są rozrzucone na dużym obszarze, w związku z tym większość z nich można zwiedzać w samotności. Do niektórych nie ma żadnych dróg czy ścieżek. Trzeba przejść (albo przejechać) przez pola lub pastwiska, co nie było takie łatwe, gdyż wszędzie są porozrzucane cegły ze świątyń które bardzo ucierpiały podczas trzęsień ziemi (ostatnie w 2016 r.).
Niestety od około roku nie jest też możliwy wstęp do świątyń na ich wyższe poziomy, co za tym idzie nie można też ujrzeć fantastycznych widoków na całość założenia, tak jak to możliwe było jeszcze w latach wcześniejszych. Mimo to nasz czas w Bagan upłynął na eksplorowaniu owych świątyń – a nuż znajdziemy jakąś dostępną, niezamkniętą. Wszystkie jednak wyjścia na wyższe poziomy były zakratowane lub też osłonięte gałęźmi z cierniami. Pierwszy dzień upłynął nam głównie na poszukiwaniu dobrego punktu na zachód/wschód.
Podczas naszej przejażdżki zdążył się niewielki wypadek. Marta kierowała skuterem tuż za mną . W ten ujrzała w pobliżu turystę, z którym dzień wcześniej jechaliśmy taksówką i który znał się trochę z Misaelem. Zaopatrzona w turystę, w pierwszych myślach próbując sobie przypomnieć skąd go zna, w ostatnim momencie zorientowała się, że zatrzymałem się również w tym samym celu – aby powiedzieć Misaelowi o znajomym. Krzycząc coś do mnie, chwytając w popłochu za zły hamulec przy gałce gazu (jakimś cudem próbując hamować dalej trzyma gaz, podobny przypadek jak w Pai) uderza w tył mojego skutera, wywraca się i rozcina sobie dłoń. Było to naprawdę bardzo efektowne powitanie. Znajomi wraz z innymi ludźmi z taksówki byli dosyć zaskoczeni tym zdarzeniem. Na szczęście nic wielkiego się nie stało, dlatego też w świetnych humorach, żartując z Marty, cały dzień spędziliśmy zwiedzając dawne królestwo.
Drugiego dnia zwiedzaliśmy najważniejsze świątynie, a trzeciego już na pełnym luzie udało nam się znaleźć malutką świątynie z otwartym wejściem na taras – uczucie było świetne. Jedyną opcją by dostać się na jakiś taras (jeśli go sam nie odkryjesz) jest dogadanie się z miejscowymi, że kupi się od nich jakiś produkt (w mocno zawyżonej cenie) w zamian za wskazanie dostępnego punktu widokowego. Widać jak szybko lokalni dostosowali się do nowej możliwości zarobkowania na turystach. Sami z takiej opcji skorzystaliśmy dzieląc koszty na naszą trójkę.
Kierując się już ku wyjściu zaczepiła mnie nagle mieszkanka pytając czy chcemy aby zawiozła nas na zachód słońca. My już jednak mieliśmy na to wybrane miejsce – przy stupie w pobliżu rzeki, jednak Misael bardzo chciał zobaczyć efektywny wschód słońca, w związku z tym też umówił się z nią na dzień kolejny. Na uwadze trzeba mieć iż kompleks jest ogromny – w związku z tym dopiero po kilku dniach być może udałoby się samodzielnie znaleźć jakieś dostępne warte odwiedzenia punkty. Mając jednak na to 2-3 dni sporo osób decyduje się jednak na tę alternatywę. My pewnie gdyby nie namowa naszego znajomego, nie zdecydowalibyśmy się – jednakże nie chcieliśmy finalnie zostawiać go samego, gdyż okazał się bardzo miłą osobą.
W pozostałych przypadkach mogliśmy tylko sobie wyobrazić jaki musi być widok z wyższych świątyń – niesamowity.
Na wschód słońca umówieni byliśmy o godzinie 4.30. W ustalonym punkcie spotkaliśmy się z dziewczyną, która doprowadziła nas do celu. Po wszystkim ustalone było że mamy coś od niej kupić – w związku z tym Misael wybrał longhi.
Widok faktycznie był warty zobaczenia, co rano o wschodzie słońca unoszą się balony, które dodają dodatkowych walorów. Żałowaliśmy tylko że jednak nie udało na się samodzielnie znaleźć tego miejsca oraz że nie jest to wyższy punkt aby móc zobaczyć szerszą perspektywę. Jednej nocy wybraliśmy się też na nocny przejazd po Bagan. Przy pełni, bez żadnego sztucznego światła oraz bez jakiejkolwiek żywej duszy wokoło wyglądały one wręcz mistycznie.
Bagan jest miejscem które trzeba odwiedzić, nawet jeśli nie lubisz typowych atrakcji turystycznych znajdziesz tam spokój i przepiękne widoki. Przygotowując się do wyjazdu czytaliśmy bardzo wiele pozytywnych opinii o stolicy Królestwa Pagan i byliśmy nastawieni, na wspaniałe przeżycia i tym razem w odróżnieniu do wielu innych miejsc naprawdę się nie zawiedliśmy. To miejsce śmiało może wyznaczać pewien pułap zachwytu dla podróżników.
Teraz pora na odpoczynek na trasie, kierunek – Ngapali Beach.
Nasz znajomy Misael jest bardzo dobry w tworzeniu filmików. Jeden z nich stworzył tylko dla nas. Wielkie dzięki Amigo!
insta – @misaelgiallo
Informacje praktyczne
- Wstęp na teren Bagan – 25 000 kiat/os.
- Wynajęcie ebike’a (skutera elektrycznego) – 5500/dzień (przy 3 skuterach na 2 dni)
- Nocleg w Shwe Nadi Guest House – 40$/pokój 2 os. ze współną łazienką i śniadaniem, 3 noce
- Pranie z suszeniem – 2 500 kiat/1 kg
- Longhi za wejście na punkt widokowy – 20 000 kiat
Mordka się cieszy jak się Was ogląda 😀 ale oglądając filmik Misaela zastanawiałam się czy Krzysiek dojdzie kiedyś do końca tego murku :p
O co chodziło z tymi balonami? Jakieś zawody mieli ? 😉
Balony to atrakcja turystyczna, dostępna każdego dnia o wschodzie i baardzo droga (ok. 380$/os.)