Menu
Wspólnie poznane
  • O nas
  • Poznane
    • Azja
      • Tajlandia
      • Birma
      • Laos
      • Wietnam
      • Kambodża
Wspólnie poznane

Aktywnie w Vang Vieng

Napisano dnia 18 lutego, 202027 lutego, 2020

Polecamy klip z danej części podróży (link niżej w tekście)!

Droga do Vang Vieng poszła nam dosyć sprawnie. Po przyjeździe zameldowaliśmy się w hostelu i od razu wyruszyliśmy w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Dotarliśmy do restauracji z pięknym widokiem na pobliskie wzniesienia oraz różnorodnym menu.  Na pierwszy rzut poszły popularne w Laosie kanapki. Z racji, iż Laos jest dawną kolonią francuską, w końcu mogliśmy zjeść trochę pieczywa, czyli głównie bagietki. Łatwiej też o zachodnie jedzenie, co jest też miłą odskocznią od azjatyckiej kuchni. 

DSCF1814_Easy-Resize.com

Dzień dobiegał ku końcowi, w związku z tym czas spędziliśmy na spacerowaniu po miasteczku.  Zaskoczyła nas tu ogromna ilość turystów. Miało się to nijak do tego co czytaliśmy na innych blogach jakoby Laos był jeszcze nieodkryty.  Położone nad rzeką Nam Song miasteczko jest niewielkie, w centrum zlokalizowane są głównie restauracje i hostele/hotele oraz agencje turystyczne. Samo w sobie Vang Vieng nie ma nic do zaoferowania, natomiast jego okolica jest bardzo malownicza.  Dostępne są różne aktywności takie jak tubing, tyrolki, kajaki, trekkingi, pływanie, eksplorowanie jaskiń itp. Z racji swojego mocno turystycznego charakteru miasto miało też swoje problemy. Łatwy dostęp do używek, bary zlokalizowane zaraz przy rzece – miało to wpływ na to, że w roku 2011 miało miejsce rekordowo dużo utonięć wśród turystów.  W związku z tym w 2012 roku władze zamknęły bary przy rzece a tubing stał się bardziej kontrolowany.  

DSCF1816_Easy-Resize.com
DSCF1808_Easy-Resize.com

Kolejnego dnia udajemy się motocyklem poza miasto aby skorzystać z jednej z głównych atrakcji – Blue Lagoon.  Są to naturalne baseny z turkusową woda oraz min. platformami do skakania. Każdy basen oznaczony jest inną liczbą, jest ich bodajże 5 rozsianych po okolicy.  Najpierw udaliśmy się do Laguny nr 3. Na miejscu spotkaliśmy oczywiście grupę chińskich turystów, z której jeszcze kilku próbowało skoków do wody. Z racji wczesnej pory promienie słoneczne jeszcze nie docierały w to miejsce, dlatego też początkowo nie zakładaliśmy wchodzić do wody a jedynie odpocząć nad jej brzegiem.  Po chwili jednak Krzysiek zdecydował się wskoczyć do wody z 5 m platformy. Woda była dosyć rześka, więc trochę się wahałam czy też się wykąpać, szczególnie że byłam trochę przeziębiona. Chęć poczucia adrenaliny jednak wygrała. Tak też podczas wspólnego skoku przetracilismy zegarek Krzyśka, który podczas uderzenia o taflę wody rozpiął się i poszedł na dno. Bilans strat zatem został wyrównany, gdyż dwa dni wcześniej przepadły moje okulary przeciwsłoneczne.

Orzeźwieni wybraliśmy się na spacer pobliską ścieżką.  Wydawała się ona całkiem nowa, po drodze dopiero stawiane były zadaszenia piknikowe oraz nie spotkaliśmy na niej ani jednego turysty. Była też dosyć długa i jak się okazało prowadziła do jaskini. Nie była ona oświetlona (na szczęście mieliśmy nasze czołówki) oraz miała kilka poziomów na które trzeba było się wspiąć po drabinach, a drewniane pomosty wisiały nad niewielkimi przepaściami. Eksplorowanie dawało dodatkowa adrenalinę.

DSCF1832_Easy-Resize.com
DSCF1830_Easy-Resize.com
DSCF1852_Easy-Resize.com
DSCF1869_Easy-Resize.com
DSCF1857_Easy-Resize.com

ały nad niewielkimi przepaściami. Eksplorowanie dawało dodatkowa adrenalinę.  Następnie udaliśmy się na punkt widokowy Nam Xay. Przez jakieś zamieszanie na parkingu nikt nie chciał nawet od nas opłaty za wstęp. Droga na szczyt była dosyć męcząca, szczególnie przez panujące ciepło.  Wchodziliśmy akurat podczas największego skwaru, na szczęście cały szlak przysłaniały drzewa. Na szczycie znajduje się platforma widokowa oraz po obu stronach zamontowane przez lokalnych motocykle dla uatrakcyjnienia zdjęć. Widok jest fantastyczny.  Szczyty wydają się jakby wyrastać z ziemi, szkoda tylko że nie ma pory na uprawę ryżu.

DSCF1889_Easy-Resize.com
DSCF1876_Easy-Resize.com
DSCF1927_Easy-Resize.com

 Rozgrzani przez słońce, udaliśmy się do najpopularniejszej – Laguny nr 1. Niestety przez tłumy na miejscu oraz dużą ilość gapiów miejsce nie miało swojego uroku. Chwilę popływaliśmy w chłodnej wodzie oraz Krzysiek skoczył z drzewa (wysokość ok. 5 m). Zmęczeni natłokiem turystów udaliśmy się do pobliskiej jaskini, która była w cenie biletu wstępu do laguny. Jaskinia jak większość tutaj zrobiła na nas duże wrażenie, szczególnie że uchwyciliśmy ostatnie promienie słoneczne wpadające do jej wnętrza.

DSCF1943_Easy-Resize.com
DSCF1960_Easy-Resize.com

Na krótko przed zamknięciem jaskini wróciliśmy do jaskini. Jak się okazało 95 % turystów zniknęła, pozostali głównie lokalni. Nie mogliśmy nie wykorzystać tej szansy na zabawę w tym miejscu, w taki sposób jaki sobie wyobrażaliśmy. W samotności skakaliśmy do wody, korzystaliśmy z huśtawek i lin oraz cieszyliśmy się ciszą. W tym momencie zrozumieliśmy jak dużą niezależność dał nam motocykl.

DSCF1821_Easy-Resize.com

Po powrocie do Vang Vieng poszliśmy na kolację do tej samej restauracji co wcześniej (Green Restaurant). Tym razem w knajpce było mnóstwo osób i trochę musieliśmy poczekać na nasze dania. Jednakże czas umilały nam soki owocowe oraz tańsze krajowe piwo Beerlao. Późnym wieczorem wybraliśmy się na spacer po miasteczku. Tętniło ono życiem, jednakże bardziej po amerykańsku. Tłumy młodych (16-20 lat) Amerykanów wychodziło na imprezę, spotkać się ze znajomymi, zawrzeć nowe znajomości. My jedynie zastanawialiśmy się co robiliśmy w ich wieku. 

Kolejnego dnia mieliśmy w planach tubing w jaskini Water Cave. Na miejscu zostaliśmy miło zaskoczeni, gdyż w cenie biletu wstępu wliczone były: kamizelki, latarki oraz opona na której się spływało. Dodatkowo pomimo tak ciekawej atrakcji byliśmy jedynymi turystami. Jaskinię zwiedza się płynąc na oponie (przez jaskinię przepływa rzeka) podciągając się za pomocą zawieszonych linek oraz miejscowo przechodząc pieszo brodząc w wodzie. Do zwiedzania udostępnione jest ok. 300 m, jednakże jaskinia jest dużo dłuższa. Gdy skończyły się linki ciekawość zaczęła rywalizować z obawą. Podeszliśmy kilka metrów, jednakże później zrezygnowaliśmy, gdyż woda stawała się coraz głębsza. W końcu byliśmy sami w wodnej, ciemnej jaskini. Atrakcja jest jak najbardziej warta skorzystania, gdyż jest to inny, ciekawy sposób zwiedzania jaskini. Po wyjściu na “powierzchnię”, wysuszyliśmy się na słońcu i pojechaliśmy do zlokalizowanych nieopodal dwóch jaskiń. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Snail Cave. W bilecie wstępu dodatkowo była czołówka, która jak się później okazało bardzo nam się przydała, gdyż nasze były za słabe, choć i tak ich używaliśmy łącznie (jaskinia nie jest w ogóle oświetlona). Tutaj ponownie byliśmy jedynymi turystami, a bilet sprzedała nam jedna pani z córką, nikogo więcej w okolicy. Rozpoczęliśmy zwiedzanie dość pewnie. Parliśmy na przód, za każdym zakrętem sądząc, że to już będzie jej koniec. Przejścia robiły się coraz węższe, znaki w postaci namalowanych strzałek coraz trudniej dostrzegalne, jednak jaskinia ciągnęła się nadal. Na różnych odcinkach znajdowały się różne podłoża. Czasami musieliśmy się wspiąć, a czasami przeczołgać, ale jaskinia wiodła nas dalej. Z każdym metrem coraz mniej pewnie i z większą adrenaliną czy nie zabłądzimy. Po około 2,5 km ciągłej drogi rozsądek zwyciężył nad ciekawością i zawróciliśmy. Po wyjściu na światło dzienne doczytaliśmy, że jaskinia miała ok. 3 km i kończyła się małym jeziorem. Trochę żałowaliśmy ale i tak swoją dawkę adrenaliny otrzymaliśmy. Dzień chylił się ku końcowi, więc zrezygnowaliśmy ze zwiedzania drugiej jaskini. Wróciliśmy do hostelu. Po odświeżeniu się ponownie odwiedziliśmy sprawdzoną już restaurację oraz oddaliśmy się chwili relaksu przed ciężką trasą do Luang Prabang. 

Informacje praktyczne

  • 2,5 zł / litr paliwa (benzyna 92)
  • kanapka w restauracji Green Restaurant 20 000 kip 
  • przejazd przez drewniany most 10 000 kip / pojazd
  • wstęp na punkt widokowy 10 000 kip / os
  • wstęp do Water Cave 15 000 kip / os.
  • wstęp do Blue Lagoon 10 000 kip / os.
  • wstęp do Snail Cave 10 000 kip / os.
  • nocleg w Jennin Backpackers Guest House 57 000 kip / 2os. / noc
  • pranie 5000 kip / kg (uwaga bo lekko oszukiwali na wadze – ale i tak się opłacało)
  • piwo Beerlao w supermarkecie i restauracjach 10 000 kip / 640 ml
  • Spaghetti Carbonara (słabe) 26 000 kip
  • Shake owocowy 6000 – 9000 kip
  • wymiana sprężyny u mechanika 10 000 kip
Kurs 1 kip = 0,00044 PLN

1 myśl na “Aktywnie w Vang Vieng”

  1. JanekM pisze:
    23 lutego, 2020 o 10:30 pm

    Już chciałem zapytać co to jest ten tubing ale dętka czy też opona załatwiły wszystko 😀
    Fajne te laguny 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze wpisy

  • To już jest koniec
  • Stolica Khmerów i pożegnanie przyjaciela
  • Rajska wyspa?
  • Nowy kraj, nowa straszna historia – Kambodża
  • Sajgon i ostatnie dni w Wietnamie
©2026 Wspólnie poznane | Powered by SuperbThemes & WordPress