Menu
Wspólnie poznane
  • O nas
  • Poznane
    • Azja
      • Tajlandia
      • Birma
      • Laos
      • Wietnam
      • Kambodża
Wspólnie poznane

Rajska wyspa?

Napisano dnia 21 maja, 202021 maja, 2020

Wyjazd z miasta nie był łatwy. Fragmentami jazda była trudniejsza niż w Sajgonie. Gdy wreszcie udało się wyjechać, po drodze mijaliśmy kolejne chińskie inwestycje w kraju. Sądzimy, że ok. 80 % inwestycji stanowi kapitał chiński. Jednakże z powodu koronawirusa uciekli oni z kraju, zatem też wszystkie budowy stały w miejscu. 

Początkowo droga poza miastem nie stanowiła większego problemu, jechało się dosyć spokojnie. Po pewnym czasie wjechaliśmy na krajówkę, która jednak okazała się w większości drogą szutrową. Gdzieniegdzie tylko pozostawały fragmenty asfaltu, więc jazda przypominała raczej slalom. Nie martwiliśmy się jednak nadto, gdyż wiedzieliśmy, że nasz motocykl da radę. 

Na trasie zatrzymaliśmy się standardowo na posiłek. W Kambodży mieliśmy większy problem z zamówieniem jedzenia, ponieważ ponownie alfabet nie był łaciński. Najprościej zatem było zamówić ryż dla Krzyśka, dla mnie makaron oraz sok z trzciny cukrowej. Pani właścicielka była nami jako turystami podekscytowana, a fakt, że dogadaliśmy się na cenę w lokalnej walucie (rial) świadczy, że nie miała ona dużo wspólnego z turystami. Za miłą obsługę i dobrą cenę zdecydowaliśmy się dać napiwek. Pani natomiast w podziękowaniu za niego dała nam małą butelkę bardzo dobrze schłodzonej wody, co w upalnej Kambodży jest na wagę złota. 

Po przejechaniu sporego odcinka przyszedł czas na przerwę. Usiedliśmy w cieniu bramy do wioski popijając wcześniej zakupiony sok z trawy cytrynowej z dużą ilością lodu. W tym kraju taka ilość lodu w końcu ma sens – wystarczy kawałek przejechać na motocyklu i mamy prawie w całości go rozpuszczony. Sok natomiast smakuje wybornie (można go znaleźć również w innych krajach jednakże tylko i wyłącznie w Wietnamie i Kambodży mi smakował). Przejechaliśmy turystyczną miejscowość Kampot, w której nie planowaliśmy się zatrzymywać.

DSCF3166_Easy-Resize.com
DSCF3168_Easy-Resize.com

Finalnie dotarliśmy do celu – Preah Sihanuk. Z przeczytanych blogów zdawaliśmy sobie sprawę, że miasto się buduje, jednak to co zobaczyliśmy przerosło nasze wyobrażenia. 

To nie był stawiany kompleks budynków czy też nowa droga. Tam budowało się wszystko i naraz. Również i to miasto upodobali sobie Chińczycy, którzy chcą mieć swój nowy kurort. Współczujemy tylko mieszkańcom. Życie w ciągłym kurzu, z rozkopanymi drogami, rozwaloną kanalizacją i pustostanami (za postój w budowie odpowiada jak wyżej koronawirus ale także wprowadzony od rządu zakaz działania kasyn – a ich budowało się tam na pęczki) za nic nie przypomina życia w nadmorskiej miejscowości. 

Ulokowaliśmy się w przyjemnym bungalowie i wyruszyliśmy na plażę, a była to przeprawa przez plac budowy. Plaża prawdopodobnie była kiedyś ładna (Otres Beach – najbardziej oddalona od miasta), jednak przez pobliskie budowy straciła swój urok. Po kąpieli w zachodzących promieniach słońca udaliśmy się na kolację. Już wcześniej, po drodze zrobiliśmy szybki przegląd knajpek i wybraliśmy jakże by inaczej – tą najtańszą. Jedzenie jednak było bardzo smaczne. Dwa piwka w knajpie i jeszcze jedno w restauracji naszego noclegu i można iść spać. 

DSCF3173_Easy-Resize.com
DSCF3174_Easy-Resize.com
DSCF3177_Easy-Resize.com
DSCF3178_Easy-Resize.com
DSCF3197_Easy-Resize.com
DSCF3200_Easy-Resize.com
DSCF3221_Easy-Resize.com

Ranek przeznaczyliśmy na rozpoznanie, w jaki sposób dostać się na wyspę Koh Rong. Z turystycznego portu odpływały jedynie fast boaty, których koszt był dużo za duży – 22 dolary w dwie strony. W związku z tym przetransportowaliśmy się do miejskiego obskurnego portu w którym mogliśmy zostawić motocykl za niewielką opłatą, i za jedyne 10 dolarów w dwie strony dostaliśmy się supply boat/ slow boat (łódź zaopatrująca wyspę we wszystko co potrzeba) wraz z kilkoma lokalsami. 3 godziny (jedynie 2h 20 min dłużej od fast boat :D) i dotarliśmy w końcu na rajską wyspę!

Z planowanego noclegu w namiocie na tę noc musieliśmy zrezygnować, z racji braku wolnych miejsc i wynajęliśmy pokój w centrum miejscowości. Wyspa ma swoje dwa oblicza. To bardziej imprezowe i zatłoczone zaraz przy porcie, oraz spokojniejsze plaże czym dalej od centrum Tam też mieliśmy swój kolejny nocleg w namiocie przy plaży. Widok z niego był piękny, jednakże temperatura za dnia nie do zniesienia, dlatego też korzystaliśmy z niego wyłącznie w nocy. Jednak zanim się w nim rozlokowaliśmy to chcieliśmy najpierw spełnić nasze małe marzenie – mianowicie spędzić noc w hamaku na plaży.

DSCF3222_Easy-Resize.com
Halo czy jest tu sanepid? Mama mówiła, nie pijcie lodu 😀
DSCF3251_Easy-Resize.com
DSCF3253_Easy-Resize.com
DSCF3256_Easy-Resize.com
Wdychamy grzybki na ścianach

W tym celu udaliśmy się na drugą stronę wyspy na plaże Sok San. Dostać się tam można albo wynajętą łódką albo przeprawić się przez dżunglę. Chyba wiadomo, którą opcję wybraliśmy. Po około godzinie, zlani potem finalnie ujrzeliśmy ją – błękitną lagunę. Nie czekając długo wskoczyliśmy do wody. 

Nie mogło być jednak zbyt długo kolorowo – w końcu niebo rozpogodziło się tylko na naszą przeprawę przez dżunglę, po cóż miałoby świecić nam na plaży :). Wykonaliśmy nasz rytuał na plaży, tzn. wypiliśmy kilka kubków białego rumu ze spritem i limonką i wyruszyliśmy w samotny spacer wzdłuż tej 7 kilometrowej bezludnej plaży. Po pewnym czasie mieliśmy jednak towarzysza, którym był pieseł. 

Na końcu plaży znajduje się mała wioska. Kilka restauracji było prowadzonych przez Europejczyków mieszkających tam na stałe. My jednak wybraliśmy kuchnię lokalną. Resztę wieczoru spędziliśmy szukając hamaków w których mogliśmy pod zadaszeniem (zgodnie z prognozą w nocy miała przejść ulewna burza) spędzić noc. 

Około 22 rozłożyliśmy się w hamakach należących do jednego z opustoszałych resortów. W promieniu kilometra myślimy, że nie było nikogo. Wypiliśmy do końca rum i poszliśmy spać. Rzeczywistość jednak zweryfikowała wyobrażenia o nocy w hamaku. Siateczkowy plastikowy materiał bardzo słabo “oddychał” jednocześnie dostęp do nas miały komary i meszki, których na wyspie było bardzo dużo (są gorsze niż komary!). Dodatkowo w nocy było dość chłodno (ok. 22 stopni :D). Opatuleni ręcznikami a ja dodatkowo chustą próbowaliśmy zasnąć. Na plus natomiast było to, iż burza przeszła bokiem. 

Pobudka niedługo przed wschodem słońca aby zjeść szybkie śniadanie i wyruszyć w drogę powrotną na zarezerwowany nocleg do namiotu. Chlebek tostowy jednak zrobił nam psikusa i spleśniał. Trzygodzinny marsz do miasteczka (tym razem nie przez dżunglę a drogą szutrową, jednakże znacznie dłużej) w którym od razu rzuciliśmy się na jedzenie. Kolejne pół godziny do noclegu i w końcu można było wziąć prysznic (pierwsza poranna kąpiel zaliczona w morzu). 

Po cenach w restauracji przy kempingu oraz towarzystwie zrozumieliśmy, że mało kto liczy się tutaj z kosztami.

DSCF3225_Easy-Resize.com
DSCF3227_Easy-Resize.com
DSCF3229_Easy-Resize.com

Resztę czasu spędziliśmy korzystając z uroków plaży, szukając umiarkowanych cen w restauracjach (ogólnie na wyspie jest drożej) i starając się wykorzystać w pełni ten czas. Coś poszło jednak nie tak. Leżąc pod palemką dotkliwie i pomimo stosowania kremu z filtrem oparzyłam niektóre części ciała. Dodatkowo miałam typowe objawy udaru słonecznego.

Ostatniego dnia po spakowaniu się wyruszyliśmy niepewnie w kierunku centrum miasta. Miał stamtąd bowiem o 9:00 wypływać ten sam statek którym przypłynęliśmy na wyspę. Bardzo się stresowaliśmy, bo jeżeli musielibyśmy wziąć fast boat’a, to port do którego on przypływał był bardzo daleko od naszego zaparkowanego motocykla. Na szczęście się udało, statek był, motocykl czekał. Wyspa zaliczona, można jechać dalej. 

DSCF3247_Easy-Resize.com
Zdycham! I kryję się przed słońcem
DSCF3260_Easy-Resize.com
DSCF3262_Easy-Resize.com

Informacje praktyczne

  • Możliwość zostawienia motocykla w porcie – 1$/noc
  • Slow Boat na Koh Rong – 5$ /os. w jedną stronę
  • Sok z trzciny cukrowej – 2 -4 zł/ kubek
  • Pizza + piwo gratis – 6 $
  • Wymiana oleju – 4$
  •  Sprite na wyspie 1,5l – 2$
  • Dragon Den Hostel – 37 zł/ pokój z łazienką
  • Reef on the beach (nocleg w namiocie na plaży) – 105 zł/ 2 noce
  • Drinki w happy hours – 2$/szt.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze wpisy

  • To już jest koniec
  • Stolica Khmerów i pożegnanie przyjaciela
  • Rajska wyspa?
  • Nowy kraj, nowa straszna historia – Kambodża
  • Sajgon i ostatnie dni w Wietnamie
©2026 Wspólnie poznane | Powered by SuperbThemes & WordPress