Menu
Wspólnie poznane
  • O nas
  • Poznane
    • Azja
      • Tajlandia
      • Birma
      • Laos
      • Wietnam
      • Kambodża
Wspólnie poznane

Stolica Khmerów i pożegnanie przyjaciela

Napisano dnia 20 czerwca, 202020 czerwca, 2020

Po dotarciu do portu odebraliśmy nasz motocykl wraz z kaskami i wyruszyliśmy w stronę najbardziej znanego zabytku i głównego celu turystycznego dla większości odwiedzających – mianowicie Angkor Wat. 

Najpierw jednak musieliśmy pokonać trasę liczącą 550 km.  Mieliśmy do wyboru dwa rozwiązania. Pierwsze, to aby jechać najkrótszą możliwą trasą i próbować pokonać ten dystans w dwa dni. Drugie, to aby zahaczyć po drodze o drobną, mało znaną atrakcję turystyczną, ale wymagało by to poświęcenia trzech dni na przejazd. Wiedzieliśmy, że 250 km na dzień to bardzo dużo. Zdecydowaliśmy się więc na drugą opcję, mając do pokonania dziennie ok. 180km i zahaczając o dodatkową atrakcję. Jak się później okazało był to strzał w dziesiątkę i przeżyliśmy dzięki temu kolejne ciekawe przygody. 

Nie tracąc czasu wyruszyliśmy w drogę (by przy okazji jak najszybciej wydostać się z miasta -placu budowy). Trasa przebiegała nam bardzo przyjemnie. Przy 35°C jazda motocyklem to świetna zabawa. 

Aby dojechać do wspomnianej atrakcji o nazwie បារមីដីច្រោះ musieliśmy odbić z głównej drogi. Początkowo szutrowa droga była w dostatecznym stanie, aczkolwiek wiedzieliśmy, że na pewno nas ona spowolni i może wystąpić ryzyko, że do miasta będziemy dojeżdżać już po zmroku. Brnęliśmy coraz głębiej w kambodżańskie wioski. Na tej drodze zobaczyliśmy dopiero prawdziwą Kambodżę – pełną wszechobecnego piachu na ziemi i w powietrzu, drewnianych domów na palach z przydomową strzodą oraz uśmiechniętych i zajętych codziennymi obowiązkami mieszkańców. W pewnym momencie nasz GPS zaczął wariować a mapy nie zgadzały się z istniejącym stanem dróg – ale odwrotu już nie było. Droga piaskowa, rzeka, piasek, błędna „uliczka”. Polecamy zobaczyć filmik z tej części trasy, pewnie powie on więcej niż ten tekst.

W końcu jakoś się udało i dotarliśmy do atrakcji, którą stanowiło coś na wzór kanionu i zapadlisk, zapewne powstałych na skutek monsunowych opadów w porze deszczowej. Dużo czasu na zwiedzanie poświęcić nie mogliśmy, gdyż poganiało nas zachodzące słońce. Co ciekawe słońce, pomimo, że zachodzi ok. godziny 18, to kolor i barwę  „zachodzącego słońca” promienie mają już od godziny 16.

DSCF3268_Easy-Resize.com
DSCF3278_Easy-Resize.com
DSCF3279_Easy-Resize.com

Aby wydostać się, musieliśmy podpytywać miejscowych, by skierować się choćby w stronę miasta. Po dotarciu do drogi głównej, do miasta  Kâmpóng Spœ  zostało nam jakieś 25 km a było już całkowicie ciemno. Co gorsza, na naszym horyzoncie niebo przebijały liczne pioruny i pojawiły się kłęby czarnych chmur.  

Jazda po ciemku jest bardzo trudna, a w deszczu praktycznie nic nie widać. Pędząc bez opamiętania udało nam się dotrzeć do wybranego guest housu na uboczu miasta. Pomyśleliśmy  „uf” bo właśnie zaczęło ulewnie padać. Ale to był dopiero początek kłopotów (przygody). Niestety nie było wolnych miejsc. W kolejnym to samo. W 3. ze względu na burzę wysiadł prąd. Nie chcieli nas przyjąć ale powiedzieliśmy, że potrzebujemy tylko dachu nad głową. Najpierw się zgodzili, lecz gdy podjechaliśmy powiedzieli, że jednak nie ma miejsca…
Wyjechaliśmy za miasto szukając noclegu – pobłądziliśmy –  a to wszystko w deszczu, w dodatku padły nam telefony – pozostało nam szukać noclegu po szyldach przy drodze.

Jakoś się udało, drogo bo drogo bo 65 zł / pokój z łazienką i klimatyzacją (tak wiemy, można powiedzieć, że tanio ale zazwyczaj płaciliśmy ok. 35 zł). Rano umyliśmy motocykl, zjedliśmy śniadanie w lokalnej kawiarence i ruszyliśmy w drogę. Okazało się, że w wzdłuż drogi było pełno guest housów, ale ze względu na awarię prądu ich szyldy nie były podświetlone – taki zbieg okoliczności. 

Kolejny dzień to była głównie spokojna jazda z przerwami na sok z trzciny i posiłki. Szczególnie przyjemne były właśnie te przerwy na sok, gdyż lokalni, nie mający na co dzień do czynienia z turystami byli nami zaciekawieni i chętni do ugoszczenia nas z uśmiechem. 

Na koniec dnia znów mieliśmy problem z noclegiem ze względu na liczne wesela (była to środa). Albo brak miejsc, albo nie pasowała nam cena. Ostatecznie zanocowaliśmy w zajeździe Svaybrak Restaurant And Guesthouse . Po kolację wybraliśmy się do miasteczka ale udało nam się kupić tylko bagietki, pączki, banany i piwo.

DSCF3283_Easy-Resize.com

Trzeciego dnia zostało nam jednak już tylko 98 km do Siem Reap dlatego też dojechaliśmy jeszcze przed 11. Zameldowaliśmy się w Naga Angkor Hostel, w pokoju z klimatyzacją, bo wiedzieliśmy, że jest ona konieczna, by przyjemnie zwiedzać Angkor. 

Resztę dnia poświęciliśmy na naprawie uszkodzeń w motocyklu, gdyż było to nasze ostatnie miasto do którego dotarliśmy za jego pomocą. Tu kończyła się nasza długa i piękna motocyklowa przygoda.  Wieczorem udaliśmy się na Pub Street, gdzie można zjeść dania w polskich cenach oraz pić do woli piwo za 2zł oraz drinki za 4-6 zł. Długo jednak nie zabalowaliśmy, gdyż rano czekał nas obowiązkowy punkt podczas zwiedzania – wschód słońca przed świątynią Angkor Wat.

DSCF3304_Easy-Resize.com
DSCF3307_Easy-Resize.com
DSCF3327_Easy-Resize.com
DSCF3336_Easy-Resize.com
DSCF3333_Easy-Resize.com
DSCF3334_Easy-Resize.com
DSCF3338_Easy-Resize.com
DSCF3344_Easy-Resize.com
DSCF3351_Easy-Resize.com
DSCF3354_Easy-Resize.com

Tak więc wcześnie rano wstaliśmy i udaliśmy się do centrum sprzedaży biletów wstępu. Jakże nas cieszyło, że wciąż jesteśmy niezależni od wszystkiego i wszystkich, a nie jak reszta turystów skazani na mafię tuk-tuków.  

Pierwsze spojrzenie na świątynię robiło wrażenie, ale tłum turystów wyczekujący wschodu, walczących o jak najlepsze zdjęcie – już nie. Pospacerowaliśmy po terenie świątyni i wróciliśmy na śniadanie do hostelu. Nie będziemy tu pisać czym jest Angkor Wat oraz całe miasto Angkor wraz z świątyniami (np. Angkor Thom czy Ta Prohm znaną z Tomb Raider). Każdy sam powinien ocenić czy jest to atrakcja dla niego, aczkolwiek tytuł jednej z najbardziej odwiedzanych i zdeptanych atrakcji turystycznych na świecie nie bierze się znikąd. 

Osobiście byliśmy zachwyceniu urokami, konstrukcją oraz rozmachem tego opuszczonego miasta i świątyń i możemy polecić to każdemu, ale…
Nie jesteśmy pewni czy bylibyśmy tak zadowoleni, gdyby nie kilka czynników które bardzo podniosły nam jakość zwiedzania, czyli:
– mogliśmy zwiedzać sami co chcieliśmy i kiedy chcieliśmy dzięki własnemu środkowi transportu
– paradoksalnie po raz kolejny skorzystaliśmy na koronawirusie, gdyż turystów już było bardzo mało
– co więcej, ze względu na koronawirusa wprowadzono bilety 1 dniowe ważne przez 2 dni, co pozwoliło nam na spokojnie zwiedzić wszystkie świątynie, kontemplując w niektórych z nich w samotności.
– mogliśmy zawsze wrócić do hostelu wziąć prysznic i ochłodzić się przy klimatyzacji a później wrócić do zwiedzania.

My dla kontrastu odwiedziliśmy dwa miesiące wcześniej królestwo Bagan i mówiąc szczerze jednak właśnie birmańska perła architektury i tamtejszy styl zwiedzania (skuterami elektrycznymi)  jakoś nas bardziej przekonał (choć głównym powodem mogła być pogoda, gdyż w Birmie podczas zwiedzania nie mieliśmy aż takich upałów jak w Kambodży).

DSCF3332_Easy-Resize.com
DSCF3356_Easy-Resize.com
DSCF3359_Easy-Resize.com
DSCF3364_Easy-Resize.com
DSCF3367_Easy-Resize.com
DSCF3394_Easy-Resize.com
DSCF3392_Easy-Resize.com
DSCF3395_Easy-Resize.com
DSCF3430_Easy-Resize.com
DSCF3452_Easy-Resize.com
DSCF3460_Easy-Resize.com
DSCF3453_Easy-Resize.com
DSCF3467_Easy-Resize.com
DSCF3473_Easy-Resize.com
DSCF3475_Easy-Resize.com
DSCF3483_Easy-Resize.com
DSCF3488_Easy-Resize.com
DSCF3519_Easy-Resize.com
DSCF3514_Easy-Resize.com
DSCF3523_Easy-Resize.com
DSCF3498_Easy-Resize.com
DSCF3496_Easy-Resize.com
DSCF3439_Easy-Resize.com

Ostatniego wieczoru przed sprzedażą motocykla (udało się znaleźć kupca) udaliśmy się wieczorem na Pub Street aby opić udaną podróż i wspomnieć chwile z ukochaną maszyną. Tym razem wypiliśmy trochę więcej i rano nie było łatwo wstać na umówione spotkanie z nabywcą. Okazał się nim mieszkający od pół roku w Siem Reap Belg – Bram – który pracuje na miejscu jako biolog. On i jego szef byli zachwyceni motocyklem, a z samym Bram’em spędziliśmy trochę więcej czasu, gdyż oprowadził nas po małym centrum edukacyjnym , gdzie uczył lokalne dzieci ekologii. Dla przypomnienia naszą maszynę kupiliśmy w Laosie (Vientian) za 275 $ i po przejechaniu ok. 5500-6000 km sprzedaliśmy w Kambodży  w Siem Reap za 290 $ (Janusze biznesu – my ) choć maszyna myślę, że była warta może nawet 350 $.

Po rozstaniu wróciliśmy do hostelu, gdzie spakowaliśmy się i wsiedliśmy do autobusu, który miał nas zawieźć do Bangkoku – w autobusie jak się okazało – sami Polacy – uciekający z Kambodży przed zamknięciem granic.

Poniżej prezentujemy mapkę naszej trasy motocyklowej z głównymi miejscami naszych postojów / noclegów.

DSCF3412_Easy-Resize.com
dsdr
DSCF3381_Easy-Resize.com
Bram - nowy nabywca naszego przyjaciela

Informacje praktyczne

  • Nocleg w Svaybrak Restaurant And Guesthouse – 36 zł / pokój z wentylatorem
  • Nocleg w Naga Angkor Hostel – 43 zł / noc / pokój dwuosobowy z klimatyzacją i śniadaniem
  • Piwo na Pub Steet – 2-3 zł / 330 ml
    Pizza margarita 6$ / 32 cm
  • Wstęp do terenu Angkor 37 $ / os. / dzień (my z powodu koronawirusa mieliśmy ważny przez 2 dni)
  • Naprawa rury wydechowej u mechanika – 5 $ (nasza najdroższa naprawa)
  • Lody w KFC – 0,5$
  • Obiad w straganach przy świątyniach (ryż z warzywami) 2$ (gratis porcja owoców)

1 myśl na “Stolica Khmerów i pożegnanie przyjaciela”

  1. News Portal pisze:
    1 marca, 2024 o 5:36 pm

    Bardzo ciekawy blog, rzeczowy i wyważony. Od dzisiaj zaglądam regularnie. Pozdrowienia 🙂

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź News Portal Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze wpisy

  • To już jest koniec
  • Stolica Khmerów i pożegnanie przyjaciela
  • Rajska wyspa?
  • Nowy kraj, nowa straszna historia – Kambodża
  • Sajgon i ostatnie dni w Wietnamie
©2026 Wspólnie poznane | Powered by SuperbThemes & WordPress